Książka Niebo na Allegro.pl - Zróżnicowany zbiór ofert, najlepsze ceny i promocje. Wejdź i znajdź to, czego szukasz!
Możemy się chyba domyślać. W lipcu 1917 r. Maryja zapowiedziała, że wybuch wojny gorszej od tej pierwszej poprzedzi ostrzegawczy znak, który pojawi się na niebie. Rzeczywiście, ukazał się on w nocy z 28 na 29 stycznia 1938 r. Na jedną noc całe niebo rozświetliła krwawa łuna. Znak widzieli wszyscy – od Ameryki po Azję
Znak ten pozostanie na zawsze i będzie niezniszczalny. O ludziach, którzy zobaczą Go i nie uwierzą, można sądzić, że mają zbyt zamknięte serca. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za własne wybory: tylko ludzie oddaleni od Boga, którzy mają serce z kamienia, mogą pozostać obojętni na znak, inni z pewnością nie.
Co to ma do tematu znaków od Boga? Dużo, bo zrozumienie tego kim się jest a czego się doświadcza bardzo mocno otwiera na sygnały/informacje z sfery niematerialnej, gdy takie sygnały docierają gdy się tego nie wie łatwo można je pomylić z informacjami generowanymi przez umysł na bazie informacji zmysłowych.
Wszak to było szczególne miejsce przebywania Boga. Ale także zwornik ich jedności narodowej, miejsce, z którego czerpali siłę i nadzieję, zwłaszcza podczas trwającej właśnie okupacji rzymskiej. Myśl o świątyni, jej widok na wzgórzu, kiedy w pielgrzymce zbliżali się do niej, sprawiał z pewnością szybsze bicie ich serc.
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Greckie słowo semeion, znak, tłumaczone jest w niektórych polskich Bibliach na „cud”. Ta równoważność wydaje się słuszna, jako że niezrozumiałe i niemożliwe do objaśnienia zjawiska czy zbiegi okoliczności – a więc to, co określa się słowem „cud” – były w czasach biblijnych uznawane za znaki przekazywane z innego świata. Cudownymi znakami legitymowali się prorocy i różni inni posłańcy niebios. Panowało przekonanie, że przez znaki bogowie powiadamiają śmiertelników o swoich zamiarach albo dają wyraz swym preferencjom, by ludzie wiedzieli, jak mają postępować. Ponieważ dawniej wiele zjawisk, albo przynajmniej ich wystąpień w określonych okolicznościach, trudno było objaśnić, dlatego ludzie skłonni byli interpretować wszystko, co się wokół nich działo, jako komunikaty z innego świata, posiadającego znacznie szerszy od ludzkiego pogląd na rzeczywistość. Ciała niebieskie poruszały się po niebie według niezrozumiałych dla większości ludzi wzorów. Ich pojawianie się i znikanie, wzajemne zbliżenia i oddalenia, wzory, jakie wykreślały na nieboskłonie, uznawano za specyficzny język, którym przemawia duchowy, niewidzialny świat. Również wśród wizji Jana pojawiają się niektóre wyrazy* nawiązujące do tego tajemniczego języka – niebiańskie znaki ułożone ze świetlistych punktów na nieboskłonie. Siedem gwiazd w dłoni Syna Człowieczego (Obj. 1:16) to być może Plejady, niewiasta obleczona w słońce w koronie z dwunastu gwiazd (Obj. 12:1) przypomina gwiazdozbiór panny, a ognisty smok (Obj. 12:3), który ogonem zagarnia jedną trzecią gwiazd, to konstelacja smoka. Na początku kolejnej sceny z udziałem siedmiu aniołów pojawia się jeszcze inny wielki znak na niebie. Być może znów inspiracją są tutaj jakieś gwiazdozbiory lub niezwykłe koniunkcje planet na tle znanych konstelacji. Ale mogło być też i tak, że Bóg specjalnie dla Jana w cudowny sposób malował na niebie sceny opowieści o grzechu, karze, zbawieniu i wiecznym szczęściu wszystkich ludzi. A może wizje te rodziły się w wyobraźni Jana? Albo jeszcze inaczej: Bóg przez Jezusa i anioła przekazał apostołowi wiedzę, którą to on sam ubrał w malowniczy język, by uatrakcyjnić jej formę, a jednocześnie utrudnić dostęp do niej ludziom nieuprawnionym, nieposiadającym ducha prawdy i proroctwa, który jest świadectwem Jezusa (Obj. 19:10). Dla interpretacji tego przekazu nie ma to być może większego znaczenia, jednak przy wyobrażaniu sobie scenerii całej księgi, przy przenoszeniu się w podobny stan duchowy, w jakim znalazł się wizjoner Jan, na pewno pomocne będzie spojrzenie w rozgwieżdżone niebo. Według starej tradycji, siedmiu było archaniołów, którym odpowiadało siedem najbardziej znanych ciał niebieskich: Słońce, Księżyc i pięć widocznych planet: Mars, Merkury, Jowisz, Wenus i Saturn. Z każdym z nich wiązano jeden dzień tygodnia. Siedem plag to jakby po jednej pladze na dzień. Być może każdy z archaniołów trzyma w dłoni jedno ciało niebieskie – lśniącą czaszę, z której wyleje gniew Boży na ziemię. W jaki sposób można dzisiaj dostrzec na niebie znaki świadczące o tym, że zbliża się straszny dzień Pański, w którym niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną (2 Piotra 3:10)? Ruchy planet umiemy dzisiaj określić z dokładnością do sekundy, a przepowiednie w stylu: gdy planety ustawią się w jednej linii... itp. nikogo już nie przekonują. Ludzie obecnie boją się terroryzmu, wojen, katastrof naturalnych i ekologicznych, zmian klimatycznych, ale mało kto skłonny byłby wiązać te zagrożenia z gniewem Bożym. Ich przyczyn upatruje się raczej w nieprawidłowych zachowaniach ludzkich, a nadzieję na wybawienie pokłada się w proponowanych również przez ludzi rozwiązaniach. Dla wierzącego człowieka powinno być jednak oczywiste, że klęski zagrażające ludzkości są skutkiem pogwałcenia Bożych praw natury i moralności. Gdybyśmy umieli powstrzymać się choćby tylko od kłamstwa i samolubstwa, to życie natychmiast stałoby się nieporównywalnie łatwiejsze, a prawie wszystkie ludzkie problemy znalazłyby dzisiaj dość przyzwoite rozwiązanie. Nie musiałoby być głodu, wojen, wyzysku, zdrady i oszustwa. Wobec dzisiejszych osiągnięć nauki i techniki dałoby się już w znacznym stopniu ograniczyć skutki chorób i katastrof naturalnych. Jeśli się to nie udaje, to tylko dlatego, że pewna niewielka grupa złych ludzi blokuje możliwe dobre rozwiązania. Dlatego też na niebiosach ludzkiej nieprawości coraz wyraźniejszy staje się zarys sylwetek siedmiu archaniołów, którzy z siedmiu niebiańskich czasz wyleją na ziemię Boży gniew. Każda wiadomość może być jednocześnie i dobra, i zła. Jednych cieszy zapowiedź deszczu, innych martwi. Nawet największe katastrofy bywają okazją dla niektórych ludzi, by wykazali się swymi umiejętnościami i poczuli się użyteczni udzielając pomocy bliźnim w potrzebie. W zapowiedzi siedmiu ostatnich plag, czyli klęsk lub nieszczęść, można podkreślić słowo „klęska” i to, że takich nieszczęść będzie aż siedem. Można też jednak, a nawet należy zwrócić szczególną uwagę na słowo „ostatnich”. Niektórzy tłumacze z upodobaniem używają określenia „ostatecznych”, by jeszcze bardziej uwydatnić krańcowy, ponadnaturalny charakter tych klęsk. Jednak autor Księgi Objawienia sam objaśnia użyte przez siebie słowo: te siedem plag będzie końcem gniewu Bożego. Odtąd już Bóg nie będzie się na ludzi gniewał. I to jest dobra wiadomość! Najważniejsze pojęcia i zagadnienia Znakiem może być jakieś nadprzyrodzone zdarzenie, ale także konstelacja zjawisk, które same z siebie są naturalne, ale ich zbieżność stanowi dla uważnego obserwatora ważną informację dotyczącą Bożych zamierzeń. Znak na niebie nawiązuje być może do układu gwiazd lub planet; w tym przypadku siedmiu archaniołów, trzymających czasze, które odpowiadają siedmiu znanym ciałom niebieskim, przygotowuje się do wylania siedmiu plag na każdy dzień symbolicznego tygodnia Bożego gniewu. Siedem ostatnich plag to zakończenie gniewu Bożego i w tym sensie jest to dobra wiadomość, choć krótkotrwałe nagromadzenie klęsk będzie z pewnością przykrym doświadczeniem dla ludzi żyjących w tym czasie na ziemi, a w szczególności dla tych, którzy tworzą królestwo bestii. W następnym odcinku: Gitarzyści nad morzem – czyli chwila wytchnienia dla zespołu zwycięzców Cykl: Spacery z Janem po wyspie Patmos - spis wszystkich odcinków
Według przepowiedni Królowej Saby koniec świata zapowiada siedem znaków. Michalda, Królowa Saby, przez wielu wciąż uznawana jest za jedną z największych wizjonerek w historii ludzkości. W swoich przepowiedniach zawarła narodziny Jezusa Chrystusa, globalne konflikty, postęp technologiczny czy wojny światowe. Otwarcie mówiła również o końcu świata. Na przepowiednie Królowej Saby składają się trzy księgi i to właśnie w ostatniej zawarła siedem znaków, które poprzedzają koniec świata. Gdy wszystkie staną się rzeczywistością, czeka nas Armagedon, czyli ostateczny koniec ludzkości. Ile z przepowiedni już się spełniło, a ile jeszcze przed nami? Oto przepowiednia Królowej Saby o końcu świata. Krzysztof Jackowski obchodzi dziś urodziny: ,,Nie byłem zwykłym dzieckiem. Lubiłem samotność" Przepowiednie Królowej Saby Przepowiednie Królowej Saby Michaldy według większości źródeł pochodzą z 875 roku przed narodzeniem Jezusa Chrystusa. Historia mówi, że w tym roku odwiedziła króla Salomonam by opowiedzieć mu o swoich wizjach, które dotyczyły losów świata. Król Salomon za każdym razem kazał je spisywać swojemu kronikarzowi. I tak z różnych tłumaczeń i przekładów przepowiednie Królowej Saby ukazały się w Polsce w tomiku pod tytułem: Mądra Rozmowa Królowej ze Saby z Królem Salomonem i zostały wydane przez Warszawską Drukarnię w 1916 roku. Królowa przewidziała między innymi narodziny i męczeńską śmierć Jezusa, konflikty o globalnym zasięgu, ogromny postęp technologiczny, pojawienie się Napoleona, ale także wybuchy wojen w Europie. W swoich przepowiedniach Królowa Saby zaznacza jednak, że Bóg będzie ludzi napominał ukazując im znaki na niebie, „ale ludzie pozostaną zatwardziali w grzechach, a serce ich pozostanie nieczułe na dobro i cnotę”, czytamy. Więcej o przepowiedni Królowej Saby przeczytasz tutaj>> Przepowiednie Królowej Saby - koniec świata Królowa Saby przepowiedziała także koniec świata. „Jeśli dobrze czynić będą i Bogu posłuszeństwo oddadzą, On doda im lat jeśli zaś Boga obrażać będą i w grzechach brnąć, Bóg odpłaci im się i skróci liczbę lal istnienia świata. Ludzie wiedzieć nie mogą, kiedy nastąpi dzień sądu ostatecznego, wiadome są nam te znaki i cuda, jakie przedtem objawiać będą. Zaś mogę, ci królu powiedzieć to tylko, o czym sama wiem, że przed końcem świata objawi się ludziom siedem znaków, objawiając ludziom wolę Bożą, że skończyć się ma życie na ziemi i nastąpi to, co komu będzie przeznaczone”, zapowiedziała Michalda. O jakich znakach mowa? Pierwszy znak dotyczyć będzie zwierząt i ich odmiennego zachowania. Według Królowej Saby „wszystkie stworzenia, które żyją, poczną się krwią pocić tak, że krople krwi całe ciało obsiądą i spływać będą z cierpieniem wielkim połączone to będzie”, czytamy. Drugi znak dotyczyć będzie nieba. Michalda przewiduje, że księżyc się „przemieni i pocznie od wschodu się pokazywać, nawodząc lęk i przestrach w sercach ludzkich, iż pokutę czynić będą i modły odprawiać”. Trzecim znakiem będą zmiany na niebie. W przepowiedni Saby czytamy, że słońce, księżyc i gwiazdy będą lśniły czerwonym blaskiem, a „ludzie w rozpaczy ręce załamywać będą i oczy z żałości ku niebu podnosić zaczną, jak okazanie żalu”. Czwartym znakiem będzie zesłanie przez Boga posuchy na ziemię. Według Michaldy wyschną wszystkie drzewa i rośliny. Piątym znakiem ma być zapadanie się ziemi „w miejscach zapadłych zaś wyjdą ognie i dymy, ludzie zaś zwątpią o wszystkim i śmierci czekać będą”. Ostatnie dwa znaki dotyczyć będą zmian w strukturze ziemi: „Szósty znak, gdy wody wystąpią z brzegów i żywym płomieniem palić zaczną, a ludzie umierać będą ze strachu, nie mogąc umrzeć naprawdę. Siódmym i ostatnim znakiem będzie ten, gdy poruszy się powierzchnia ziemi, gdy góry i pagórki równać się będą i zapadać, a ludzie nie będą wiedzieli nawet, gdzie się znajdują i w przestrachu kręcić się poczną jak błędne owce”, czytamy. Zdaniem królowej Saby te siedem znaków objawi się, wieszcząc zbliżający się sąd ostateczny. W międzyczasie na urodzi się na ziemi Antychryst, który będzie znany na całym świecie i będzie nauczał i rozpowszechniał swoją naukę, odciągając ludzi od wiary. Wielu ludzi uwierzy w jego magiczną moc, a Ci, którzy nie będą chcieli się do niego dołączyć, będą prześladowani. Koniec świata w przepowiedni Królowej Saby „Tym sposobem wielu ludzi ku sobie nakłoniwszy z piekłem całym wielkiej nadziei oddawać się będzie, wówczas Bóg dla uratowania i dania ludziom pomocy ześle na ziemię dwóch kaznodziejów, którzy uczyć będą lud i ukazywać im sidła, jakie na dusze ich nastawił szatan i opętał. A nazywać się będą ci dwaj Enoch i Eljasz, którzy złotoustą wymową od Boga obdarzeni, lud z błędnych dróg sprowadzą. Ci wskażą na pochodzenie Antychrysta piekielne i śmiało z nim walczyć poczną. Wtedy Antychryst zapała wielkim gniewem, rozkaże pojmać ich, uśmiercić i zwłoki zostawić na ulicy nie pogrzebane przez cztery dni. Na czwarty dzień rozlegnie się głos z nieba i cudownie powstaną dwaj nauczyciele. A w promiennym obłoku w górę się uniosą. I wówczas roztworzą się nieba, błyskawice przelatywać będą, siedem tysięcy ludu zabije, dziesiątą część Jerozolimy spali, a ci z ludzi, którzy pozostaną nawrócą się do prawdziwego Boga”, czytamy w przepowiedni Królowej Saby. Następnie dojdzie do walki świętego Archanioła Michała z Antychrystem, a „na stolicy Mesjaszowej zasiądzie św. Piotr Papież i drugi rzymianin również Piotr. Bowiem apostoł Piotr będzie pierwszym Papieżem, pasącym trzodę chrześcijańską, a ostatnim papieżem, który dokończy będzie też Piotr. Wtedy ostatni poganie, żydzi i turcy widząc, Anioła Michała i dwóch kaznodziejów czyniących cuda na ziemi, nawrócą się wejdą na drogę cnoty i poczną żywot bogobojny. I wtedy, przyjdzie na ludzi dzień sądu, dzień gniewu Pańskiego. Rozlegnie się najpierw złożony z siedmiu piorunów grzmot straszliwy, trwający siedem dni, a który moc tak wielką posiadać będzie, iż miasta, mury, fortece i zamki walić się będą w gruzy. Jednakże z ludzi nie umrze nikt, a wtedy dopiero, gdy będzie przeznaczone iż wszystko ma się skończyć”.
O św. Janie Pawle II i nie marcu 2017 roku otrzymaliśmy list od Pana Jacka Mirona, który zdecydowałem się opublikować teraz. Zawiera on ciekawe spostrzeżenia autora, zachęcające do przemyśleń w wakacyjne wieczory, sprzyjające patrzeniu na nieboskłon z pewną duchową refleksją oraz do dyskusji tych spraw będących znakami dla wszystkich a niestety są rozpoznawalnymi przez nielicznych. Życzę miłej Miron piątek, 31, marzec 2017 20:50 Chwała Jezusowi i Marii dla skarżących się na brak rozumienia znaków z Nieba przesyłam gotowe interpretacje spośród mnóstwa zdarzeń już przeze mnie opisanych, także z liturgii żałobnej IV 2005, Watykan, wigilia święta Miłosierdzia Bożego, umiera papież Jan Paweł IV 2005, Watykan, w czasie liturgii pogrzebowej Jana Pawła II wiatr targa czerwonymi ornatami celebransów i przewraca karty Ewangeliarza położonego na cyprysowej trumnie, by w końcu zamknąć księgę (okładką tytułową na wierzchu!). Pewna epoka została zamknięta: Duch Święty pokazał całemu światu, iż Ewangelię trzeba odczytać na nowo, od początku. To zadanie Parakleta, którego papież Polak wzywał uroczyście na Placu Zwycięstwa w Warszawie w wigilię Zesłania Ducha Świętego 2 VI 1979. W Ewangelii świętego Jana [J 16, 12-13a] czytamy: 'Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.' Pan Jezus nie powiedział jeszcze wszystkiego, nie objawił jeszcze całej prawdy; wiele jeszcze ma do oznajmienia, ale uznał, że Jego uczniowie mogą to już znieść i dlatego posyła im teraz swego Ducha, Parakleta. 24 II 2006, Luwr, Paryż, początek ekspozycji monumentalnego malowidła Ślub Ludwika XIII wypożyczonego z katedry w Montauban na okazję zbiorczej prezentacji dzieł sławnego Jana Dominika Ingresa. Obraz (datowany 1824) wykonał na zamówienie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, prominentnego mieszkańca Montauban i zarazem kolegi z dzieciństwa - pracował nad nim przez 4 lata we Florencji. Przedmiotem pracy nie był ślub króla Ludwika XIII Sprawiedliwego z Anną Austriaczką, lecz wiekopomny akt ofiarowania Korony Francji Najświętszej Marii Pannie w dniu 10 II 1638. Gdy wiosną 2006 roku publiczność paryska zachwycała się także tą klasyczną pracą Ingresa, chyba nikomu nie przyszło na myśl, że jest świadkiem ingresu do rodowej siedziby prawowitego dziedzica Korony Francuskiej. Ten chłopczyk w objęciach Madonny to nowy Król Słońce pochodzący z Bourbonów. Na firmamencie niebieskim tego dnia Dziewicza Boska Matka (Wenus/Luna) była w Strzelcu między Neptunem w Koziorożcu i Jowiszem na Wadze; tuż obok Słońca w Wodniku rezydował Uran a nieco dalej, już w Rybach, Merkury. Do Luwru, rodzinnego domu pierwszego Króla Słońce-Ludwika XIV, Święta Dziewica-prawowita Delfina Francji uroczyście wprowadziła tego dnia urodzonego na obczyźnie, a nikomu nieznanego Delfina - Wielkiego Orła, była bowiem w parze z '5'. Jowisz ('5') bujał się w tym czasie na Wadze po drugiej stronie Antaresa: to jest drugi Król Słońce! Antares to jego słońce. Mars był w Byku i z jego residuum miał wartość '8', a więc tyle, co Neptun w Koziorożcu: nawrócony Syn Marnotrawny ma Ducha Pana Jezusa Chrystusa. Dla porządku trzeba odnotować, iż Saturn był w Bramie Niebios, co tylko potwierdza identyfikację osoby Delfina, bo przecież Chłopczyk z przedmiotowego malowidła wspiera się na łonie Najświętszej Marii Panny. Nawet jego nóżki o tym mówią: lewa zgięta w rzymskie 'V' a prawa wyprostowana jak 'I'. O innych detalach nie wspomnę. Warto zauważyć, iż Ingres, w swoim okresie florenckim, namalował w 1821 roku także obraz zatytułowany Wjazd Delfina do Paryża ilustrujący powrót do stolicy (2 VIII 135 w ogóle pierwszego Delfina Francji, księcia Karola Walezjusza przyszłego króla Karola V V 2006, Paryż, koniec wystawy dzieł Ingresa - Delfin i Delfina wracają do Mountauban, gdzie malowidło ma swoje miejsce w transepcie katedry Najświętszej Marii Panny (do końca wieku XIX zdobiło wielką zakrystię). Motauban to rodzinne miasto Ingresa i ostatnia twierdza hugenotów w czasie wojem religijnych, która poddała się królowi Ludwikowi XIII w dniu 21 VIII 1629. Po 250 latach, 21 VIII 1879, Niebieska Królowa objawi się w Knock w VIII 2006, Międzynarodowa Unia Astronomiczna degraduje Plutona do rangi planety karłowatej. Tak więc Układ Słoneczny liczy osiem planet. 12 X 2007, Fatima, Portugalia, Matki Boskiej de Pilar (Kolumny); w przeddzień 90 rocznicy Cudu Słońca legat papieski, kardynał Tarsycjusz Bertone, konsekruje kościół Trójcy Świętej. 19 III 2008, świętego Józefa; spektakularny rozbłysk w konstelacji Bootes/Wolarz. Znaki na niebie pojawiały się stale, lecz dostrzegano tylko te bardziej spektakularne jak gwiazdy supernowe (choćby 1 maja 1006 roku w konstelacji Wilka, czy 9 października 1604 w Wężowniku), wielkie komety (1680), deszcze meteorów (np. Leonidy16 listopada 1833 i 17 listopada 1966), meteoryty (Tunguski 1908, czy ostatnio Czelabiński 15 lutego 2013) albo koniunkcje jasnych planet. Zjawiska te swą niezwykłością skłaniały do poszukiwania znaczenia duchowego tego swoistego pisma na firmamencie niebieskim jednakże były to próby nieporadne lub mówiąc wprost chybione. Nie sposób ich odczytać bez asystencji Ducha Świętego, bo jest to boskie pismo sięgające samego początku, samej godziny stworzenia wszechświata. Na uzasadnienie tej tezy przyjrzyjmy się kosmicznemu wydarzeniu obserwowanemu z Ziemi tego przedwiosennego dnia AD 2008. Automatyczne teleskopy (najwcześniej zareagował niewielki instrument polskiego zespołu 'Pi of the Sky') zarejestrowały rozbłysk promieniowania gamma w konstelacji Bootes (skatalogowano to źródło jako GRB080319B), który nastąpił według jednych obliczeń 7,5 miliarda lat temu, a według innych blisko hipotetycznego „wielkiego wybuchu” (ca. 13,5 miliarda lat), którym to pojęciem współczesna nauka chce opisać początek wszechświata. Szczęśliwy obserwator, który akurat 19 marca 2008 o godzinie 6:12 UTC patrzył w kierunku Wolarza (polska wersja Bootes) byłby przez około pół minuty (przez tyle czasu obiekt był widoczny gołym okiem i jednocześnie rekordowo odległy dla ziemskiego obserwatora; najdalszym stałym obiektem dostępnym dla naszych oczu jest Galaktyka Trójkąta M33 położona w odległości ok. 2,9 mln lat świetlnych w konstelacji Trójkąta) naocznym świadkiem stworzenia wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych (promieniowania gamma nie poznajemy wprost żadnym zmysłem). Napisałem „byłby” ze względu na świadomość, iż faktycznie Pan Bóg stworzył wszechświat 20 miliardów lat temu, a co objawił katolickiemu księdzu Guido Bortoluzziemu na przełomie lat 60/70 ubiegłego wieku. Jednak nie na tym li tylko polega waga tego przesłania nadanego przez Przedwiecznego. Rozbłysk GRB nastąpił w konstelacji Wolarza (ściślej rzec biorąc, w jego sercu zlokalizowanym między gwiazdami γ i ρ), którego trzeba nazywać 'Ten, Który Przychodzi', bo to znak powrotu samego Boga: 'Ten, Który Był, Który Jest i Który Przychodzi'. Tego samego dnia, 19 marca 2008 nad ranem, zapisałem w dłuższej lokucji te oto, między innymi, słowa Boga Ojca: 'Przychodzę zatem, Moje Dzieci, wracam do was, dla was, by z wami przebywać już na zawsze. Zbliża się prędko, bardzo prędko, ten czas, kiedy zamieszkam wśród was. Nie będziecie już mogły narzekać, że Mnie nie widzicie, ani nie słyszycie. Dam się widzieć i słyszeć każdemu z was, Mała Trzódko'. Ten, Który skierował do mnie te słowa, stworzył wszechświat i w każdej chwili wie, co się w nim dzieje w każdym miejscu, więc również wiedział, że 4 godziny po zakończeniu wspomnianej lokucji rozbłysk w Wolarzu dotrze do Ziemi, a piszący dowie się o tym po kilku latach, gdy już nieco oswoi się z gwiaździstym niebem. Atrybutami gwiezdnego Wolarza są sierp w podniesionej lewej ręce i włócznia w prawej. Symbolikę tę można zrozumieć jedynie w świetle proroctwa z Księgi Izajasza (2, 4) [przytoczonego in extenso także u Micheasza (4, 3)] a zapowiadającego czasy mesjańskie:'On będzie rozjemcą między ludami, osądzi sprawy rozlicznych swe miecze przekują na lemiesze,a swoje włócznie na sierpy'.Ten fragment z Izajasza pojawił się w jutrzni mojej liturgii godzin 14 kwietnia 2008, ale jeszcze przed świtem tamtego dnia zanotowałem te oto słowa Pana Jezusa: 'To Ja, twój Pan i Bóg, ująłem cię za rękę i piszę Moją Opowieść. Ja jestem Autorem tej odpieczętowanej Księgi. Każdy może przyjść i pić z niej słowa prawdy o Mnie i o was jak ze zdroju Wody Żywej. Powiedziałem: przychodźcie i darmo pijcie ze Zdroju Żywota. To jest ten Zdrój. Zatem bierzcie i pijcie. Nie wzbraniajcie sobie poznania Mnie, waszego Pana i Boga.' Gdy zapisywałem te słowa nie wiedziałem, że akurat tego dnia przypadała kalendarzowa 1042 rocznica chrztu Polski. Waga tego stwierdzenia dociera do mnie dopiero teraz po tych 8 latach, w ciągu których Królowa Nieba i Ziemi cierpliwie napełniała mnie znajomością gwiazd i historii Kościoła Świętego czyli Jej samej. Jest to paralelna historia możliwa do zrozumienia łącznie, gdyż Matka Kościoła to zarazem Królowa i Nieba i Ziemi. Zatem to co piszę, ma większy autorytet niż tylko mój moich zapisków, w których pełno odniesień kosmicznych, należy się jedna generalna uwaga: Wszechmogący Bóg, Ten który stwarza gwiazdy i nadaje im imiona, wykorzystuje je również do komunikowania się ze swoimi dziećmi. Najdobitniej i jednoznacznie potwierdza tę konstatację pierwsza część Psalmu 19 [2-7]:'Niebiosa głoszą chwałę Boga,dzieło rąk Jego nieboskłon dniowi głosi opowieść,a noc nocy przekazuje jest to słowo, nie są to mowy,których by dźwięku nie usłyszano;ich głos się rozchodzi na całą ziemięi aż po krańce świata – ich słońcu namiot wystawił,i ono wychodzi jak oblubieniec ze swej komnaty,weseli się jak olbrzym, co drogę wschodzi na krańcu nieba,a jego obieg aż po jego kraniec,i nic się nie schroni przed jego żarem.'Niebo gwiaździste i zjawiska na nim są obserwowalne z dowolnego punktu Ziemi w cyklach rocznych, bo Słońce-Olbrzym-Oblubieniec biegnie po ekliptyce przecinając po drodze 13 konstelacji zwanych zodiakiem. Psalmista nie ma tu na myśli ruchu dziennego słońca, bo przecież doświadczenie podpowiada jak łatwo można się ukryć przed jego żarem. Natomiast konstelacje zodiakalne nie mają gdzie się schować przed światłem naszej gwiazdy. Dlaczego Bóg tak się komunikuje z nami? - odpowiada na to Psalm 8 (polecam w całości). 19 VII 2009, Jowisz, asteroida/kometa uderza w IX 2009, Praga, Czechy, papież Benedykt XVI nawiedza Praskie Dzieciątko w kościele Matki Bożej Zwycięskiej i ofiaruje Mu złotą koronę. 3 VI 2010, Jowisz, 3 lekkie uderzenia asteroidy/komety w VI 2010, Warszawa, beatyfikacja księdza Jerzego Popiełuszki. Podczas celebracji wokół Słońca pojawia się tęczowa aureola. Byłoby to dość zwykłe halo słoneczne, gdyby nie fakt, iż jest postrzępione – przypomina koronę cierniową z tęczowymi VIII 2010, Jowisz, asteroida/kometa uderza w IV 2011, Watykan, Bazylika Świętego Piotra, przeniesienie ciała błogosławionego Innocenta XI z kaplicy Świętego Sebastiana, do kaplicy Przemienienia Pańskiego. Jest to ten papież, który wyprawił króla Jana III Sobieskiego na odsiecz Wiednia a po zdobyciu przezeń miasta 12 IX 1683 roku ustanowił święto Imienia Marii. Pełen podziwu dla Lwa Lechistanu zmienił swego herbowego czarnego orła rodu Odescalchi na białego, polskiego. Przeniesiony wraz z ciałem Innocentego XI, Orzeł Polski czeka na nowe Przemienienie Pańskie. Innocenty XI należy do grona świętych, których ciało nie uległo rozkładowi. To ciało prorokuje. XI = 11, to bliźniacza para. Jeden Niewinny, drugi Uniewinniony. Rzymskie 'XI' to 'V + V + I', znowu otrzymujemy 5 i 6. Zatem proroctwo dotyczy braci Bliźniaków, Jezusa Chrystusa i Parakleta. Ponieważ w sprawę jest zaangażowany Biały Orzeł, więc chodzi o drugiego Jana, bo to znak czwartego Ewangelisty, i o kogoś z rodu Polaków, bo to ich herbowy ptak! Święty Jan Ewangelista jest głównym, ukrytym patronem V 2011, Watykan, beatyfikacja papieża Jana Pawła II; jego doczesne szczątki spoczęły teraz w kaplicy Świętego Sebastiana, bo umierał dwa razy, tak jak ten rzymski oficer. Strzegą go (figury przy wejściu do kaplicy) dwaj wielcy papieże-stróże Tradycji: Pius XI i Pius XII. Ci dwaj papieże to waleczni żołnierze rzymscy strzegący grobu innego Rzymianina. Kogo? Drugiego Jana i drugiego Pawła w jednej osobie! Strzegą ciała rzymskiego katolika-Parakleta i czekają na jego powrót do życia, na objawienie Go światu. Dowiedli swym życiem, iż potrafią bronić Kościoła Bożego, i że są nieprzekupni, niepodatni na wpływy ducha tego świata, więc ich świadectwo o Paraklecie będzie prawdziwe!2 IV 2005, Watykan, wigilia święta Miłosierdzia Bożego, umiera papież Jan Paweł IV 2005, Watykan, w czasie liturgii pogrzebowej Jana Pawła II wiatr targa czerwonymi ornatami celebransów i przewraca karty Ewangeliarza położonego na cyprysowej trumnie, by w końcu zamknąć księgę (okładką tytułową na wierzchu!). Pewna epoka została zamknięta: Duch Święty pokazał całemu światu, iż Ewangelię trzeba odczytać na nowo, od początku. To zadanie Parakleta, którego papież Polak wzywał uroczyście na Placu Zwycięstwa w Warszawie w wigilię Zesłania Ducha Świętego 2 VI 1979. W Ewangelii świętego Jana [J 16, 12-13a] czytamy: 'Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.' Pan Jezus nie powiedział jeszcze wszystkiego, nie objawił jeszcze całej prawdy; wiele jeszcze ma do oznajmienia, ale uznał, że Jego uczniowie mogą to już znieść i dlatego posyła im teraz swego Ducha, Parakleta. 24 II 2006, Luwr, Paryż, początek ekspozycji monumentalnego malowidła Ślub Ludwika XIII wypożyczonego z katedry w Montauban na okazję zbiorczej prezentacji dzieł sławnego Jana Dominika Ingresa. Obraz (datowany 1824) wykonał na zamówienie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, prominentnego mieszkańca Montauban i zarazem kolegi z dzieciństwa - pracował nad nim przez 4 lata we Florencji. Przedmiotem pracy nie był ślub króla Ludwika XIII Sprawiedliwego z Anną Austriaczką, lecz wiekopomny akt ofiarowania Korony Francji Najświętszej Marii Pannie w dniu 10 II 1638. Gdy wiosną 2006 roku publiczność paryska zachwycała się także tą klasyczną pracą Ingresa, chyba nikomu nie przyszło na myśl, że jest świadkiem ingresu do rodowej siedziby prawowitego dziedzica Korony Francuskiej. Ten chłopczyk w objęciach Madonny to nowy Król Słońce pochodzący z Bourbonów. Na firmamencie niebieskim tego dnia Dziewicza Boska Matka (Wenus/Luna) była w Strzelcu między Neptunem w Koziorożcu i Jowiszem na Wadze; tuż obok Słońca w Wodniku rezydował Uran a nieco dalej, już w Rybach, Merkury. Do Luwru, rodzinnego domu pierwszego Króla Słońce-Ludwika XIV, Święta Dziewica-prawowita Delfina Francji uroczyście wprowadziła tego dnia urodzonego na obczyźnie, a nikomu nieznanego Delfina - Wielkiego Orła, była bowiem w parze z '5'. Jowisz ('5') bujał się w tym czasie na Wadze po drugiej stronie Antaresa: to jest drugi Król Słońce! Antares to jego słońce. Mars był w Byku i z jego residuum miał wartość '8', a więc tyle, co Neptun w Koziorożcu: nawrócony Syn Marnotrawny ma Ducha Pana Jezusa Chrystusa. Dla porządku trzeba odnotować, iż Saturn był w Bramie Niebios, co tylko potwierdza identyfikację osoby Delfina, bo przecież Chłopczyk z przedmiotowego malowidła wspiera się na łonie Najświętszej Marii Panny. Nawet jego nóżki o tym mówią: lewa zgięta w rzymskie 'V' a prawa wyprostowana jak 'I'. O innych detalach nie wspomnę. Warto zauważyć, iż Ingres, w swoim okresie florenckim, namalował w 1821 roku także obraz zatytułowany Wjazd Delfina do Paryża ilustrujący powrót do stolicy (2 VIII 135 w ogóle pierwszego Delfina Francji, księcia Karola Walezjusza przyszłego króla Karola V V 2006, Paryż, koniec wystawy dzieł Ingresa - Delfin i Delfina wracają do Mountauban, gdzie malowidło ma swoje miejsce w transepcie katedry Najświętszej Marii Panny (do końca wieku XIX zdobiło wielką zakrystię). Motauban to rodzinne miasto Ingresa i ostatnia twierdza hugenotów w czasie wojem religijnych, która poddała się królowi Ludwikowi XIII w dniu 21 VIII 1629. Po 250 latach, 21 VIII 1879, Niebieska Królowa objawi się w Knock w VIII 2006, Międzynarodowa Unia Astronomiczna degraduje Plutona do rangi planety karłowatej. Tak więc Układ Słoneczny liczy osiem planet. 12 X 2007, Fatima, Portugalia, Matki Boskiej de Pilar (Kolumny); w przeddzień 90 rocznicy Cudu Słońca legat papieski, kardynał Tarsycjusz Bertone, konsekruje kościół Trójcy Świętej. 19 III 2008, świętego Józefa; spektakularny rozbłysk w konstelacji Bootes/Wolarz. Znaki na niebie pojawiały się stale, lecz dostrzegano tylko te bardziej spektakularne jak gwiazdy supernowe (choćby 1 maja 1006 roku w konstelacji Wilka, czy 9 października 1604 w Wężowniku), wielkie komety (1680), deszcze meteorów (np. Leonidy16 listopada 1833 i 17 listopada 1966), meteoryty (Tunguski 1908, czy ostatnio Czelabiński 15 lutego 2013) albo koniunkcje jasnych planet. Zjawiska te swą niezwykłością skłaniały do poszukiwania znaczenia duchowego tego swoistego pisma na firmamencie niebieskim jednakże były to próby nieporadne lub mówiąc wprost chybione. Nie sposób ich odczytać bez asystencji Ducha Świętego, bo jest to boskie pismo sięgające samego początku, samej godziny stworzenia wszechświata. Na uzasadnienie tej tezy przyjrzyjmy się kosmicznemu wydarzeniu obserwowanemu z Ziemi tego przedwiosennego dnia AD 2008. Automatyczne teleskopy (najwcześniej zareagował niewielki instrument polskiego zespołu 'Pi of the Sky') zarejestrowały rozbłysk promieniowania gamma w konstelacji Bootes (skatalogowano to źródło jako GRB080319B), który nastąpił według jednych obliczeń 7,5 miliarda lat temu, a według innych blisko hipotetycznego „wielkiego wybuchu” (ca. 13,5 miliarda lat), którym to pojęciem współczesna nauka chce opisać początek wszechświata. Szczęśliwy obserwator, który akurat 19 marca 2008 o godzinie 6:12 UTC patrzył w kierunku Wolarza (polska wersja Bootes) byłby przez około pół minuty (przez tyle czasu obiekt był widoczny gołym okiem i jednocześnie rekordowo odległy dla ziemskiego obserwatora; najdalszym stałym obiektem dostępnym dla naszych oczu jest Galaktyka Trójkąta M33 położona w odległości ok. 2,9 mln lat świetlnych w konstelacji Trójkąta) naocznym świadkiem stworzenia wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych (promieniowania gamma nie poznajemy wprost żadnym zmysłem). Napisałem „byłby” ze względu na świadomość, iż faktycznie Pan Bóg stworzył wszechświat 20 miliardów lat temu, a co objawił katolickiemu księdzu Guido Bortoluzziemu na przełomie lat 60/70 ubiegłego wieku. Jednak nie na tym li tylko polega waga tego przesłania nadanego przez Przedwiecznego. Rozbłysk GRB nastąpił w konstelacji Wolarza (ściślej rzec biorąc, w jego sercu zlokalizowanym między gwiazdami γ i ρ), którego trzeba nazywać 'Ten, Który Przychodzi', bo to znak powrotu samego Boga: 'Ten, Który Był, Który Jest i Który Przychodzi'. Tego samego dnia, 19 marca 2008 nad ranem, zapisałem w dłuższej lokucji te oto, między innymi, słowa Boga Ojca: 'Przychodzę zatem, Moje Dzieci, wracam do was, dla was, by z wami przebywać już na zawsze. Zbliża się prędko, bardzo prędko, ten czas, kiedy zamieszkam wśród was. Nie będziecie już mogły narzekać, że Mnie nie widzicie, ani nie słyszycie. Dam się widzieć i słyszeć każdemu z was, Mała Trzódko'. Ten, Który skierował do mnie te słowa, stworzył wszechświat i w każdej chwili wie, co się w nim dzieje w każdym miejscu, więc również wiedział, że 4 godziny po zakończeniu wspomnianej lokucji rozbłysk w Wolarzu dotrze do Ziemi, a piszący dowie się o tym po kilku latach, gdy już nieco oswoi się z gwiaździstym niebem. Atrybutami gwiezdnego Wolarza są sierp w podniesionej lewej ręce i włócznia w prawej. Symbolikę tę można zrozumieć jedynie w świetle proroctwa z Księgi Izajasza (2, 4) [przytoczonego in extenso także u Micheasza (4, 3)] a zapowiadającego czasy mesjańskie:'On będzie rozjemcą między ludami, osądzi sprawy rozlicznych swe miecze przekują na lemiesze,a swoje włócznie na sierpy'.Ten fragment z Izajasza pojawił się w jutrzni mojej liturgii godzin 14 kwietnia 2008, ale jeszcze przed świtem tamtego dnia zanotowałem te oto słowa Pana Jezusa: 'To Ja, twój Pan i Bóg, ująłem cię za rękę i piszę Moją Opowieść. Ja jestem Autorem tej odpieczętowanej Księgi. Każdy może przyjść i pić z niej słowa prawdy o Mnie i o was jak ze zdroju Wody Żywej. Powiedziałem: przychodźcie i darmo pijcie ze Zdroju Żywota. To jest ten Zdrój. Zatem bierzcie i pijcie. Nie wzbraniajcie sobie poznania Mnie, waszego Pana i Boga.'
o. Robert Wawrzeniecki OMI Znaki, które daje mi Bóg… Jak odczytywać Boże przesłanie? Wygospodaruj sobie godzinę lub więcej czasu, znajdź spokojne miejsce, w którym nic nie będzie cię rozpraszać. Poproś Ducha Świętego o pomoc, po czym spokojnie przeczytaj ten tekst i wsłuchaj się w to, co Duch chce przez niego mówić do Twojego serca, szczególnie przez słowa rozważanego fragmentu Pisma... Człowiekowi w jego życiu zawsze towarzyszą znaki. Znajdujemy je w podróży jako znaki ruchu drogowego. Znajdujemy je w sklepach, jako informacje ułatwiające poruszanie się po dużych powierzchniach sklepowych. Znajdujemy je w liturgii, która ma przemawiać przez znaki mówiące o niewidzialnej rzeczywistości. Znajdujemy je wreszcie na niebie, kiedy zastanawiamy się nad pogodą w czasie wymarzonych wakacji czy odpoczynku. Czy jednak umiemy je do końca odczytać? Jakże często w komunikacji zdarzają się wypadki, gdyż ktoś zlekceważył znaki, które zostały postawione dla jego bezpieczeństwa. Czasem poruszamy się w sklepie na oślep, pamiętając gdzie kiedyś były dane produkty, a one zostały przeniesione na inne miejsce. Często wiele osób mówi, że nie rozumie liturgii Kościoła, bo nie rozumie znaków i gestów, które jej towarzyszą. Jakże często też zawodzi prognoza pogody, choć wydawała się sprawdzona. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek jest omylny i czasem za bardzo zapatrzony w siebie, swoje możliwości, zdolności, nawet stawiając siebie w centrum wszystkich spraw i rzeczy. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy taką postawę przenoszę na życie duchowe, na moją relację z Bogiem, bo wtedy trudno rozpoznać Jego wolę i łatwo swoją wolę postawić w miejsce tego, co On dla nas przygotował, abyśmy byli szczęśliwi. „I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: ‘Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze’. Lecz Achaz odpowiedział: ‘Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę’. Wtedy rzekł Izajasz: ‘Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami’” (Iz 7,10-14a) Znak oczekiwany Achaz to król Judy panujący w latach ok. 734-728 przed Chrystusem. Był synem króla Jotama, po którego śmierci wprowadził w kraju kult pogański i złożył w ofierze swojego syna. Mimo rad proroka Izajasza, aby wobec przymierza narodu Izraelskiego z Syrią przeciw Judzie nie szukał pomocy u króla asyryjskiego, zignorował je i sprzymierzył się z Tigladpilezerem III, stając się jego poddanym (por. 2 Krl 15,38-nn; 2 Krn 27,9-nn oraz Iz 7). Achaz reprezentuje typ człowieka, który przede wszystkim ma zaufanie do ludzkich kalkulacji, politycznych układów i gier. Brakuje mu zaufania Bogu, który mógł dać prawdziwy znak, którego wszyscy oczekiwali. W ten sposób, ufając tylko sobie, król doprowadza do tego, że składa swój los oraz los swojego narodu w ręce niepewne, ludzkie. Historia Achaza pokazuje podwójne zagrożenie, w jakie uwikłany jest król. Jednym z nich jest zagrożenie wewnętrzne, gdyż oddał się ona na służbę bożkom pogańskim Baalowi i Molochowi, składając temu ostatniemu ofiarę ze swojego syna. W ten sposób zakwestionował Bożą obietnicę związane rodem Dawida. Drugim jest zagrożenie zewnętrzne, jakie stwarzała ówczesna sytuacja polityczna i militarna. Kiedy w mojej codzienności, życiu moich bliskich wielokrotnie czai się zło, to wtedy szukamy wszelkich sposobów zapanowania nad nim wszystkimi dostępnymi metodami. Czasem nawet takimi, które z Bogiem i Jego Ewangelią nie mają nic wspólnego, ale stanowią jakieś źródło nadziei. Po czasie okazuje się jednak, że to wszystko zawodzi i znów dopada mnie zło, przed którym na tyle rozmaitych sposobów uciekałem. Sytuacje trudne w moim życiu mogą stać się okazją do usprawiedliwienia samego siebie w moim postępowaniu i sposobie życia. Mogą stać się usprawiedliwieniem braku rozwoju duchowego, intensywniejszego kontaktu z Bogiem według zasady „jakiego mnie stworzyłeś Panie Boże, takiego mnie masz”. To przede wszystkim jednak pokusa zatrzymania się w błotku, w którym się znalazłem. Warto zadać sobie podstawowe pytania: Jakich znaków oczekuję od Boga w moim życiu? Czy biorę pod uwagę Jego oczekiwania? Czy znaki, których oczekuję, służą mnie samemu i innym? Czy te moje oczekiwania rzeczywiście służą dobru czy może są oznaką mojego egoizmu? Czy chcę prawdziwego szczęścia czy też terroryzuję Boga, aby błogosławił temu, co ja wymyśliłem? Znak niechciany Słowa skierowane do Achaza przez Izajasza, to przypomnienie o Bożym znaku opieki, które jednak nie docierają do adresata. Nie rozumie on, lub nie chce rozumieć, znaku, jaki chce ofiarować mu Bóg. Choć Żydzi bardzo cenili sobie znaki, to jednak król odmawia jego przyjęcia, powołując się na swoją niegodność. Jest jednak w tym wszystkim nieszczery, gdyż tak naprawdę nie chce, aby Boży znak pokrzyżował jego ludzkie plany. Nie chodzi tu zatem o jego wiarę, ale ludzkie kalkulacje. Takie działanie, w postaci prośby skierowanej do Boga, miało umocnić chwiejną wiarę i ufność Achaza. Prorok Izajasz pokazuje bezwzględnie, że tylko zaufanie Jahwe przyniesie prawdziwy pokój i zwycięstwo odwagi nad lękiem, który zagościł w sercu królewskim wobec otaczającego świata i aktualnej sytuacji. Pośród tego zła, które tak bardzo wdziera się w moje życie i moją codzienność, muszę pamiętać, że ono nie stanowi jedynego wymiaru życia. Czasem oczywiście swoją krzykliwością może zdominować moje myślenie, mówienie czy postępowanie, ale do niego nie należy ostatnie słowo. Muszę jednak mieć odwagę przyznać, że moje własne ludzkie siły są zawodne i potrzebuje pomocy Jezusa. Oczywiście takie postawienie sprawy, nie w słowach, ale w czynach będzie mnie kosztować wysiłek. Jest on jednak niezbędny, jeśli chcę prowadzić prawdziwe życie ucznia Chrystusa, a nie sprzedać Go za „trzydzieści srebrników jałowego spokoju” (ks. Jerzy Popiełuszko). To przyjęcie znaku Boga, który nie zawsze jest dla mnie wygodny, a czasem nawet staje na przekór moim przyzwyczajeniom, wadom. To podjęcie prawej pracy nad sobą po dobrze odprawionej spowiedzi, niezniechęcanie się porażkami i eliminowanie zła. Warto zadać sobie jeszcze inne pytania: Jakich znaków nie chcę otrzymywać od Boga i dlaczego? Chcę walczyć o moją wiarę czy też zadowalam się jakimś zbiorem pobożnościowych praktyk, które uspokajają moje sumienie? Czy rzeczywiście chcę szukać woli Bożej odnośnie mojego życia czy też swojej woli odnośnie do swego życia? Znak otrzymany Zadziwiające jest to, że choć Achaz nie chce prosić o znak, który miałby potwierdzić Boże obietnice, to jednak ten znak zostaje mu dany, niejako wbrew jego woli. Znak w postaci Emmanuela – „Boga z nami”, zapowiadający Bożą opiekę nad ludem, który został powierzony Bogu. To rozwinięcie stale obecnego na kartach Starego Testamentu orędzia dobrej nowiny o przyjściu Mesjasza. Na potwierdzenie jej realizacji w Jezusie Chrystusie, najpełniejszym Znaku miłości Boga do człowieka, Ewangeliści nawiązują do tych słów Starego Testamentu (por. Mt 1,23; Mt 4,15-14; Łk 1,31), kiedy św. Józef poprzez interwencję samego Boga podejmuje się misji opieki nad Jezusem Chrystusem czy w czasie Zwiastowania. Zło, które tak często towarzyszy mi w moim życiu, położone pod krzyżem Jezusa Chrystusa, ofiarowane Temu, który pokonał wszelkie zło swoją męką, śmiercią i zmartwychwstaniem, nabiera zupełnie innego wymiaru i z pomocą Jego łaski okaże się zwycięstwem, a nie porażką. To właśnie najwspanialszy znak Bożego zainteresowania moim losem. Znak ten nie jest jednak mi narzucony jako zobowiązanie, ale stanowi zaproszenie dla mojej wolności, którą Bóg bardzo szanuje. On mówi do mnie poprzez te znaki i chce stać się „Bogiem z nami”, ale nie za wszelką cenę i nie wbrew mnie samemu. Szanując moją wolność chce zaprosić mnie do tego, aby tak się stało. Czyni to w sposób delikatny i subtelny, a nie narzucający się, jak w historii Eliasza (por. 1 Krl 19,9-13a). Warto zadać sobie znów kilka pytań: Czy cieszą mnie Boże znaki, jakie otrzymuje w moim życiu? Czy staram się te znaki zrozumieć i zgodnie z nimi budować swoje tu i teraz na ziemi? Czy rzeczywiście chcę, aby Bóg był ze mną we wszystkim, co dzieje się w moim życiu? Czy nie szukam go tylko wtedy, kiedy dopadną mnie problemy? Znak przemieniający Odczytanie prostych znaków jest trudne, a co dopiero tych, które daje Bóg. Zresztą już w czasach Jezusa ci, którzy pochylali się nad świętymi tekstami, nie rozpoznali w Cieśli z Nazaretu przychodzącego Emmanuela – Boga z nami, Mesjasza. Tak samo w czasie Eucharystii, kiedy słyszę słowa „Pan z wami”, to słyszę takie samo zapewnienie, jakie słyszał król Achaz. Zapewnienie, abym nie zapomniał, że Bóg jest przy mnie obecny i opiekuje się mną. Z jednej strony oczekuje nieustannych znaków od Boga, które mogłyby mnie prowadzić bezpiecznie przez życie. Chodzi mi jednak raczej o jakieś cuda czy cudowności, bym nie musiał wkładać w ich odczytywanie wysiłku, ale by były one proste i wyraźne niż o prawdzie „znaki czasu”, które domagają się rozeznania. Czasem trudno mi odczytać znaki Boga kierowane do mnie, bo nie chcę tych znaków, bojąc się, że Jezus zabierze mi wszystko. Koncentruje się na tym, co mam utracić z ludzkiego punktu widzenia, zamiast skoncentrować się na tym, co mogę zyskać. „On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi” (Benedykt XVI na inauguracji pontyfikatu). Dostaję zapewnienie Jego obecności przez znaki, które mi codziennie daje w świecie, który stworzył dla mnie, w swoim Słowie, sakramentach, poprzez wydarzenia i ludzi, których spotykam w swoim codziennym życiu. Chce w ten sposób nastroić mnie na zauważenie tych znaków Jego miłości. On nie chce, abym tworzył swoje znaki wg moich ludzkich oczekiwań, które później przyniosą mi rozczarowanie i smutek. On chce, abym odkrywał te Jego znaki, poprzez które mówi do mnie, bo On doskonale wie, że tylko odczytując i pozwalając się przemienić Jego znakom sam stanę się świadectwem dla ludzi, którzy mnie otaczają. Warto na koniec zadać sobie pytanie: Czy rozpoznawanie znaków Boga w codzienności i ich przyjmowanie wpływa na moją codzienność? Czy przez rozeznanie tych znaków staje się dla innych wyraźnym znakiem Bożej obecności w świecie? Czy przez swoje rozeznanie Bożej woli pomagam innym Ją rozeznawać w znakach, które Bóg przekazuje im poprzez moją osobę? opr. aś/aś
Cuda i objawienia — czy to znaki od Boga? „CUDA wciąż uważa się za (...) rodzaj listu polecającego, za rękojmię autentyczności orędzia Bożego, za pieczęć, którą Wszechmocny opatruje posłannictwo lub słowo od Niego pochodzące”. Joseph Vandrisse, watykański korespondent dziennika Le Figaro, mówi tu oczywiście o cudach uznanych przez Kościół katolicki. Ale na jakiej podstawie rozstrzyga się, czy cud lub objawienie naprawdę pochodzi od Boga? Czy Kościół powinien być sędzią we własnej sprawie? Według autorytetów katolickich objawienia muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze, mają być zgodne z naukami Kościoła. Wymownym przykładem jest wizja z Lourdes, gdzie „Dziewica” przedstawiła się jako „Niepokalanie Poczęta”. Co ciekawe, kilka lat wcześniej papież Pius IX ogłosił, iż Maria od chwili poczęcia była wolna od grzechu pierworodnego. W 1933 roku przyszły papież Pius XII wyraził opinię, że te dwa wydarzenia łączą się ze sobą, powiedział bowiem: „Niepokalana Dziewica — Matka Boża i błogosławiona między niewiastami — zapragnęła własnymi ustami potwierdzić to, co zostało ogłoszone w Rzymie przez jej nieomylnego papieża. Krótko potem tak też uczyniła w słynnym objawieniu w grocie Massabielle [Lourdes]”. Po drugie, należy wziąć pod uwagę tryb życia osoby, która miała objawienie. Biskup Tours oświadczył: „Kościół (...) dał wiarę objawieniom [w Lourdes] z uwagi na świątobliwość Bernadetty”. Zdaniem władz kościelnych Bernadetta z Lourdes i Łucja z Fatimy, które podobno widziały Marię, uczyniły zadość temu wymaganiu, wstępując później do zakonu. Przekazane orędzia były zgodne z nauką katolicką. Tryb życia wizjonerek harmonizował z wzorcem, jaki ustanowił Kościół. Nic więc dziwnego, że w obu wypadkach objawienia uznane przez Kościół katolicki stanowią potwierdzenie wyłącznie jego własnych tradycji i dogmatów, nawet najnowszych, jak ten o Niepokalanym Poczęciu. Ale czy cuda i objawienia rzeczywiście są znakami z nieba, dowodzącymi prawdziwości nauk Kościoła? J. Bricout, wydawca Dictionnaire pratique des connaissances religieuses (Praktyczny słownik wiedzy religijnej), przytoczył wypowiedź innego autora katolickiego, P. Buysse, który napisał: „Ponieważ cuda w Lourdes są ściśle powiązane z ‛wierzeniami wyróżniającymi Kościół katolicki’ (Niepokalane Poczęcie, ogłoszenie tego dogmatu przez papieża, adoracja Najświętszego Sakramentu, kult Maryi Panny i tak dalej), więc można, a nawet trzeba przyznać, że ‛na naukach Kościoła spoczywa pieczęć Bożej aprobaty’”. Jednakże takie pretensje do posiadania pełnomocnictwa Bożego są nieuzasadnione. Przypisując sobie prawo rozstrzygania, czy objawienia (a także związane z nimi cuda) pochodzą od Boga, Kościół katolicki ustanawia się bowiem sędzią we własnej sprawie. Wiele innych religii powołuje się na cuda, uważając je za dowód poparcia Bożego. Ale czy cuda dokonywane w ruchach charyzmatycznych (z niekatolickimi włącznie) lub nawet w religiach niechrześcijańskich są dziełem Boga? Wprost trudno w to uwierzyć, skoro Biblia mówi o Nim, że „nie jest Bogiem nieporządku, lecz pokoju” (1 Koryntian 14:33). Na czym więc się oprzeć w ocenie takich zjawisk? W książce pt. Les signes de crédibilité de la révélation chrétienne (Znamiona wiarogodności objawień chrześcijańskich) powiedziano, że o autentyczności cudu decydują głównie kryteria religijne i moralne. Wierne pierwotnemu objawieniu? Zdaniem różnych pisarzy katolickich „podstawowym warunkiem stawianym przekazywanemu orędziu jest wierność wobec objawienia ewangelicznego oraz tradycji doktrynalnej Kościoła”. „Żadne nowe objawienie nie może zmieniać pierwotnego”. Papież Jan Paweł II również oznajmił, że „orędzie, które w roku 1917 wyszło z Fatimy (...) zawiera w sobie odwieczną prawdę Ewangelii”. Z wypowiedzi tych wynika, że posłanie przekazane w takich widzeniach musi przede wszystkim zgadzać się z „pierwotnym objawieniem”, czyli Pismem Świętym. A czy tak jest naprawdę? Do jakich wniosków prowadzi wizja ognistego piekła, ukazana pastuszkom w Fatimie? Z Pisma Świętego jasno wynika, że grzesznicy wcale nie są w ten sposób karani po śmierci. Sam Jezus oświadczył, iż powinniśmy bać się Tego, który potrafi zniszczyć zarówno duszę, jak i ciało, co wskazuje, że dusza może umrzeć. Inne wersety wyraźnie uczą, że umarli nie mają świadomości, a nadzieja ponownego życia opiera się na biblijnej obietnicy przyszłego zmartwychwstania (Mateusza 10:28; Kaznodziei 9:5, 10; Jana 5:28, 29). A co powiedzieć o „Niepokalanym Poczęciu”, o którym wspominała Bernadetta? Dogmat ten również pozostaje w jaskrawej sprzeczności z naukami Biblii. Pismo Święte wyjaśnia, że Maria — tak samo jak wszyscy potomkowie Adama — została ‛poczęta w grzechu’ i odziedziczyła śmierć (Psalm 51:7, Biblia Tysiąclecia [51:5, NW]; Rzymian 3:23). Gdyby było inaczej, to dlaczego po urodzeniu Jezusa złożyła ofiarę za grzech? (Kapłańska 12:6; Łukasza 2:22-24). Prócz tego nie ma w Biblii ani jednego wersetu, który by popierał katolicką doktrynę, iż dzięki szczególnej łasce Maria została zachowana od grzechu pierworodnego. A skoro kult Marii jest pozbawiony jakichkolwiek podstaw biblijnych, nasuwa się logiczne pytanie, czy jej objawienia pochodzą od Boga. Czy mogą pochodzić od kogoś innego? Znawcy Biblii wiedzą oczywiście, że nie każdy cud jest znakiem od Boga. Dictionnaire de la Bible (Słownik biblijny) wydany przez F. Vigouroux, wspomina o cudach dokonanych przez czarowników egipskich w obecności faraona i Mojżesza, po czym nadmienia, że „w dniach ostatecznych fałszywi prorocy i fałszywi Chrystusowie, będący wysłannikami Diabła, uczynią wiele cudów, aby jeśli to możliwe, zwieść nawet lojalnych uczniów Jezusa Chrystusa” (Mateusza 24:24; Wyjścia 7:8-13). A co wtedy, gdy objawiająca się postać nawołuje ludzkość do skruchy i wzywa wiernych, by się modlili o nawrócenie grzeszników — jak to było w Fatimie? Ciekawa rzecz, że w książce pt. Fàtima — Merveille du XXe siècle (Fatima — cud XX wieku), skądinąd wychwalającej takie widzenia, przytoczono wypowiedź ówczesnego księdza z Fatimy, który pomimo treści tych orędzi miał wątpliwości co do ich pochodzenia i powiedział: „Równie dobrze może to być diabelska sztuczka”. Biblia rzeczywiście mówi, że Szatan „przybiera na siebie postać anioła światłości”, a „słudzy jego przybierają pozory sług sprawiedliwości” (2 Koryntian 11:14, 15, Kowalski). Zatem okoliczność, iż orędzie podane w wizji brzmi przekonująco, jeszcze nie dowodzi jej Boskiego pochodzenia. Taki sam wniosek wysnuto w katolickim Dictionnaire historique de la Bible (Biblijny słownik historyczny) Calmeta, gdzie czytamy: „Cuda i nadprzyrodzone zjawiska nie zawsze stanowią niezawodny znak, że dokonujący ich są święci i głoszą właściwą naukę, ani nie są niezbitym świadectwem, iż ludziom miewającym widzenia poruczono jakąś misję”. Ale przecież kiedy Chrystus był na ziemi, czynił wiele cudów. W jakim celu to robił i co w związku z tym sądzić o dzisiejszych cudach? Odpowiedź otrzymamy w następnym artykule. [Ramka i ilustracja na stronie 6] 9 grudnia 1531 roku Indianin Juan Diego śpieszył się na mszę do Meksyku. Po drodze spotkał jakąś damę, która posłała go do biskupa tego miasta z prośbą o wybudowanie kościoła tam, gdzie ona teraz stoi. Biskup przyjął słowa Indianina z pewnym niedowierzaniem. Podczas następnego objawienia kobieta przedstawiła się jako matka prawdziwego Boga, a nieco później jako „Święta Maryja z Guadalupe”. Kazała, by Juan Diego zerwał parę róż, które miały być dla niego znakiem. I choć nie była to pora na róże ani nie spotykało się ich w tej okolicy, Indianin znalazł kilka kwiatów i zawinął je w płaszcz. Kiedy ofiarowywał je biskupowi, na płaszczu ukazała się postać „Dziewicy” naturalnej wielkości. Obraz przedstawiający tę scenę można obecnie oglądać w bazylice Guadalupe niedaleko Meksyku. [Ilustracja] Guadalupe [Ramka i ilustracja na stronie 7] 11 lutego 1858 roku Czternastoletnia Francuzka Bernadetta Soubirous poszła z siostrą i przyjaciółką zbierać drwa na opał w pobliżu Lourdes, miasteczka w południowo-zachodniej Francji, niedaleko granicy hiszpańskiej. Bernadetta chciała akurat przejść przez strumień, gdy wewnątrz pobliskiej groty ukazała się jej jakaś „pani”. Innym razem ta sama „pani” poprosiła o zbudowanie na tym miejscu kaplicy i wezwała całą ludzkość do okazania skruchy. W trakcie kolejnego objawienia Bernadetta usłyszała, jak „pani” mówi w miejscowym dialekcie: „Jestem Niepokalanie Poczęta”. Osamotniona w zmaganiach z władzami świeckimi, a nawet kościelnymi, Bernadetta Soubirous obstawała przy tym, że mówi prawdę. W końcu Kościół katolicki uznał oficjalnie te objawienia „Dziewicy” i w Lourdes powstało sanktuarium. [Ilustracja] Lourdes [Ramka i ilustracja na stronie 8] 13 maja 1917 roku Chłopiec i dwie dziewczynki paśli owce niedaleko Fatimy w środkowej Portugalii, gdy po raz pierwszy ukazała się im „Dziewica”. Przed jednym z następnych objawień przybyli na to miejsce inni ludzie, spodziewając się otrzymać znak. Widzieli rzekomo, jak słońce tańczyło na niebie, a potem spadło na ziemię. Dzieciom zostały też powierzone „sekrety”. Ukazano im wizję piekła, gdzie ujrzały grzeszników, cierpiących okropne męki w przerażających płomieniach. „Dziewica” prosiła ponadto o poświęcenie Rosji jej „niepokalanemu sercu”. Papieże spełnili później to życzenie. Ostatni „sekret” jest strzeżony przez najwyższe władze Kościoła katolickiego, które na razie odmawiają ujawnienia jego treści. [Ilustracja] Fatima
znaki na niebie od boga